piątek, 16 maja 2014

Rozdział 1



Są w życiu chwile, które wszystko zmieniają. Nie mówię, na przykład o zmianie miejsca zamieszkania, pójściu na studia, czy o nowej miłości. Mam na myśli gruntowną zmianę. W jednej chwili twoje życie jest takie, a chwilę później obraca się do góry nogami. Wszystko się diametralnie zmienia. Już nie poznajesz swojego świata. Reguły wpajasz sobie od nowa zupełnie jakbyś się urodził drugi raz, nie wiedząc niczego o życiu. Patrząc na biały sufit jednej z szpitalnych sal uświadomiłam sobie, że takie zmiany zachodzą bardzo szybko i niespodziewanie. Byłam wstrząśnięta, gdy lekarz zadawał mi różne pytania, a ja nie znałam na nie odpowiedzi. Nie były, to jakieś straszne pytania wręcz przeciwnie. Każdy zna swoje imię, nazwisko, wiek, czy miejsce zamieszkania. Każdy oprócz mnie. Wszelkie próby przypomnienia sobie czegokolwiek kończyły się niepowodzeniem. Miałam ochotę płakać. Nie mogłam uwierzyć w to , że kompletnie nic o sobie nie wiem . Na łóżku obok leżał chłopak. Wyglądał jakby wykonał jakąś bardzo wyczerpującą prace fizyczną. Był wykończony.
-Utrata pamięci, nie jest najgorsza...z czasem sobie wszystko przypomnisz- powiedział cicho.
-Nie wierzę, że chciałbyś się obudzić i nic nie pamiętać- odparłam dość oschło.Po jego słowach zrobiło mi się gorąco. Czułam narastającą we mnie złość. Kompletnie nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo wzburzyły mnie jego słowa? Mimo mojego tonu, chłopak nie zmienił wyrazu twarzy nawet na sekundę. Co chwilę, chyba nawet nieświadomie przymykał swoje jasne oczy. Sprawiał wrażenie jakby nie spał z tydzień. Jego usta były spierzchnięte, twarz blada jak u wampira i do tego bardzo chuda.
-Przepraszam...nie miałem zamiaru w żaden sposób cię urazić-mruknął zawieszając spojrzenie na nieokreślonym punkcie na ścianie.
-To ja przepraszam, nie powinnam na ciebie naskakiwać, nic złego nie powiedziałeś- mogłabym przysiąc, że na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.
-Wiesz- uciął by zaczerpnąć powietrza. Był słaby i to było widać na pierwszy rzut oka- myślę, że jak ma się przy sobie rodzinę, czy kogoś bliskiego to można pokonać wszelkie trudności, bo masz przy sobie tą osobę i czujesz, że nie tkwisz w tym sam, że ona pomoże ci przezwyciężyć wszystkie okrucieństwa zadane przez los- mówił ze łzami w oczach, co chwilę kręcąc głową. Żywo gestykulował a kiedy jego ręce zawisały w powietrzu bez ruchu, było widać jak się trzęsą. Jego głos się załamywał. Mocno zaciskał powieki i ciężko oddychał. Miałam ochotę podejść do niego i go najzwyczajniej w świecie przytulić ale z drugiej strony miałam dość jego lamentowania. Mój wzrok powędrował w kierunku okna. Pogoda panująca na zewnątrz była skromnie mówiąc okropna. Codzienne błękitne niebo było przykryte ciemnymi chmurami, przez co na dworze było ponuro a w pomieszczeniach nie obyłoby się bez sztucznego światła. Ciężkie krople deszczu odbijały się od dachu, robiąc przy tym mały hałas. Po raz kolejny próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć, znowu bez najmniejszych efektów. Zastanawiałam się jak w ogóle się tu znalazłam. Co sprawiło, że miałam złamaną lewą rękę i straciłam pamięć? Gdybym powiedziała, że nie ma racjonalnych wytłumaczeń mojej sytuacji- skłamałabym. Były ale teraz pozostało zastanawiać się, które z nich jest prawdziwe?
 -Ja nie wiem nawet czy mam takie osoby- westchnęłam z bezradności. Właściwie nie wiedziałam o sobie nic.
-Masz. On przychodzi tu codziennie, odkąd cię przywieźli z tego wypadku...
-A więc miałam wypadek...wiesz może coś o mnie więcej?-zapytałam z nadzieją w głosie. Mógł mi dać odpowiedzi na pytania. To śmieszne, że od obcego człowieka muszę wyciągać wiadomości o samej sobie.
-Z tego co słyszałem masz na imię Kate...-gestem ręki zachęciłam go do kontynuowania-..i dwa miesiące temu stuknęła ci osiemnastka, więcej nie wiem przykro mi- spojrzał na mnie przepraszająco. Pokiwałam głową z lekkim uśmiechem. Lepsze to niż nic, prawda? Z zaciekawieniem rozejrzałam się po sali. Była ona raczej małych rozmiarów. Z ledwością mieściły się trzy łóżka, przy każdym stała mała, biała szafeczka a przy ścianie ustawione były  dwa krzesełka. Dwa bo trzecie znajdowało się obok mojego łóżka.
-A ty jak masz na imię?
 -George. Gdyby nie lekarze i pielęgniarki to bym prawdopodobnie o nim zapomniał- stwierdził. -Dlaczego? Nikt do ciebie nie przychodzi?- zdziwiłam się. Pokręcił przecząco głową ze smutkiem, po czym ukrył twarz w dłoniach.Widać, że temat jego rodziny, bądź przyjaciół nie był najszczęśliwszym. Widziałam, że samo wspomnienie o kimś jemu bliskim wywoływało wielki smutek i rozpacz, dlatego postanowiłam nie drążyć ów tematu. Chciałam go jakoś pocieszyć ale nie potrafiłam nic wymyślić. Odkryłam, że nie jestem dobra w tego typu rzeczach. Geo poruszył się niespokojnie na łóżku, które zaskrzypiało pod jego ciężarem. Mogłam stwierdzić, że było bardzo stare bo chłopak nie mógł ważyć więcej niż 40 kilo. Wyglądał naprawdę mizernie, zapewne był poważnie chory. Do tej pory wszystko na to wskazuje.
-George?- szepnęłam wystarczająco głośno aby on to usłyszał. Przekręcił głowę w moją stronę, oczekiwał pytania, które miało paść.
- mógłbyś mi coś powiedzieć o tym chłopaku?- mój "sąsiad" otworzył usta ale nie wydostało się z nich żadne słowo. W tym momencie stare, białe drzwi otworzyły się a do sali wszedł wysoki chłopak o niebieskich oczach i czarnych włosach, które wbrew pozorom świetnie kontrastowały z jego jasną cerą. Ubrany był w czarne spodnie, tego samego koloru bluzkę z logiem Iron Maiden a na wierzch miał narzuconą dżinsową kurtkę. Gdy nasze spojrzenia skrzyżowały się, na jego usta wkradł się promienny uśmiech, którego nie dało się nie odwzajemnić, co więcej mogę powiedzieć, że zrobiłam to wbrew własnej woli. Czarnowłosy aż zarażał dobrym humorem. Zajął miejsce obok mnie nie zważając na to, że kilkanaście centymetrów dalej stoi krzesło.
 -No i jak się czujesz?- jego przyjazny głos odbił mi się od uszu. Dostrzegłam kolczyki w uszach, które od razu mi się spodobały. Zauważyłam, że im więcej osób poznaje tym więcej dowiaduję się o swoich cechach i upodobaniach. Przeczesał swoimi długimi palcami włosy, nie odrywając ode mnie wzroku nawet na chwilkę. Kątem oka zerknęłam na Georga. Skubał pościel, uśmiechając się pod nosem.
-Nie jest źle ale nic nie pamiętam.- mruknęłam niezadowolona, odwracając wzrok. Najprawdopodobniej mnie znał a ja nie wiem kim jest i jak się do niego odnosić. Lekarz stwierdził, że "trochę to potrwa". Nie wiem czy oni wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że ja oszaleję, gdy będę zmuszona poznawać ludzi, których tak naprawdę znam od dawna.
-Będzie dobrze zobaczysz...za jakiś cza..
-Jeśli masz zamiar palnąć wyświechtaną mówkę o tym, że sobie wszystko przypomnę to sobie daruj!- naskoczyłam na niego, wzrokiem wypalając w nim dziurę  . Momentalnie zmieniłam nastawienie, gdy ujrzałam, jak jego twarz posmutniała.

1 komentarz: